- A więc to z wami przyszło mi spędzić moją ostatnią noc w tym świecie... Dobrze więc, niech i tak będzie...
- Mówiłem, że wariat!
- Nie wydawaj pospiesznych sądów, mój przyjacielu. Spotkało mnie w życiu wiele krzywd tylko dlatego, że ktoś zbyt pospiesznie wydał o mnie swój sąd... Pozwólcie, moi państwo, że się wam przedstawię – piękny młodzieniec wstał z łóżka, spojrzał nieco krytycznie na szpitalne ubranie, jakie kazano mu założyć i skłonił się zebranym wokół niego ludziom
–Nazywam się Gabriell William Hurt, Syn-W-Ciemności Anthony’ego Crivello, jestem wampirem ósmego pokolenia z klanu Torreador. Chciałbym was prosić, abyście dzisiejszą noc ofiarowali mej historii, gdyż o świcie zakończy się już moja egzystencja w tym nie-życiu. Chciałbym, aby choć w waszych sercach przetrwała opowieść o mojej tragedii... Po szpitalnej sali przeleciały pomruki niedowierzania, zaskoczenia lub irytacji. W końcu pięcioro pacjentów Szpitala Psychicznego pod wezwaniem Św. Antoniego usadowiło się jak najbliżej Gabriella, gotowi usłyszeć co też ich współlokator ma im do powiedzenia... * Moja historia zaczyna się w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Byłem wtedy chłopcem zaledwie dwunastoletnim. Moi rodzice nigdy nie okazywali mi znaczniejszego zainteresowania, byłem więc dzieckiem samotnym, „trudnym”. Moje życie jako samotnika i outsidera miało się zmienić wkrótce po przeprowadzce, do której zmusili mnie rodzice, a której byłem przeciwny. Małe miasteczko, w którym zamieszkaliśmy, wzbudzało we mnie nienawiść na samą myśl o nim. Jeszcze bardziej nieszczęśliwy, jeszcze bardziej samotny, jeszcze bardziej „trudny”... Do czasu, kiedy z wizytą nie zawitali do nas sąsiedzi z naprzeciwka wraz ze swoją córką, moją rówieśnicą. Cóż dwunastoletni chłopiec może wiedzieć o miłości? Cóż może wiedzieć o uczuciu od pierwszego wejrzenia, tak silnym, tak głębokim, że miało przetrwać mimo wszelkich przeciwności losu aż do końca? Ów dwunastoletni chłopiec, którym byłem, nie wiedział o tym zupełnie nic.